Żoliborskie Górki, Górami też zwane

Dziś przedstawię Wam miejsce, które dobrze znają pewnie tylko mieszkańcy Żoliborza (a być może nie wszyscy nawet), ale jak doczytacie do końca, to może i Wy zapragniecie je odwiedzić.
Nim jednak przejdę do opisywania szeregu atrakcji jakie możecie tu znaleźć, to zwrócę uwagę na pewien fakt. Wiecie, że ostatni wpis na tym blogu był ponad pół roku temu? To dawno temu. Mam nadzieję, że taka sytuacja się już nie powtórzy. Co prawda nie mogę obiecać, że wpisy będą częste, ale postaram się, by nie było to raz na pół roku.
Mając sprawy wyjaśniająco-tłumaczące za sobą, możemy już wybrać się na mały spacer po lokalnym cudzie natury, jakim są Górki na Sadach Żoliborskich zlokalizowane.

Spojrzenie na Górki z jednego z okolicznych bloków.

Obszar zajmują niewielki, tak na oko 0,05 km², ale czy rozmiar ma znaczenie? W tym wypadku nie ma, bo o uroku tego miejsca decyduje fakt, że mimo otoczenia przez blokowiska (co prawda, bardzo zielone blokowiska), wchodząc tutaj, możemy poczuć się mocno oddaleni od miasta. Oczywiście wystarczy zrobić o jeden krok za dużo by nieopatrznie znaleźć się z powrotem w mieście, więc musimy uważać i nie ruszać się zbyt intensywnie.
Skąd nazwa „Górki”? Zapewne od szańców, nasypów i rowów, które są pozostałością Fortu Buraków z dawnych czasów (XIX wiek). Poza nasypami, są też dwa stawy oddzielone groblą. O ile wiem, stawy nie dorobiły się swojej nazwy. Chociaż można je nazywać „dużym” i „małym”. Ze stawami związana jest pierwsza z dostępnych atrakcji czyli kaczki. Niby nic nadzwyczajnego, ale karmienie kaczek czasem daje dużą przyjemność, zwłaszcza jak jedzą dosłownie z ręki. Oczywiście ta atrakcja nie jest niczym wyjątkowym, na pewno i w swojej okolicy macie kaczki, więc jak chcecie pokarmić je trochę, to nie musicie odwiedzać Górek. Inną atrakcją związaną z wodą, sporadycznie uprawianą przez starszych jak i młodszych jest siedzenie nad nią i tzw. moczenie wędki. Jednak nigdy moje oczy nie widziały, by żyłka w wędce chociaż na chwile drgnęła, a tym bardziej by na jej końcu znalazła się jakaś ryba. Ale skoro siedzą i robią to, czasem godzinami nawet, to musi być w tym jakiś głęboko ukryty sens.

Górki i staw skąpane w słońcu. Obok grobli, zwanej też „mostkiem” wędkarze zarzucają wędki. Dziś też nic nie złowią.

Tutejsze kaczki z zachowania przypominają psy. Stoją pokornie i czekają, aż im się rzuci kęs chleba. Podobno niedługo mają opanować podawanie łapy.

Kaczki karmione są nie tylko chlebem. Jedzą także spleśniałe bułki, puszki po piwie i reklamówki.

Ludzie nieco bardziej aktywni mogą przyjść tu z psem. Teren jest wystarczająco duży, by móc porzucać piłkę, kijek czy co tam jeszcze zapragniecie, a jednocześnie prawie nie ma tu bezpośredniego dojścia do ulicy, także Wasz czworonóg nie wpadnie pod koła samochodu. Nieco mniej aktywni mogą usiąść na skarpie i poczytać książkę lub poobserwować wędkarzy. Z kolei ci, którzy już żadnej aktywności nie przejawiają, mogą rozłożyć się na kocu, na trawie i pomiędzy biegającymi psami poddać się całkowicie darmowemu opalaniu (dla przypomnienia, opalanie jest niezdrowe, a te kilka starszych osób, które czasem opala się tu metodą „na wodę”, powinno pójść po rozum do głowy i zaprzestać tego procederu ;-) ). Opalając się, czy ogólnie spacerując, zasadniczo nie musicie się martwić o psie niespodzianki. W dwóch miejscach stoją kosze na odchody. Ale czy właściciele psów korzystają z nich i sprzątają po zwierzętach to już inna sprawa.

Kosz na psie odchody. Za nim wiele miejsc do opalania się.

Budynki w tle to bloki osiedla Sady Żoliborskie III.

Kiedyś do atrakcji należałoby doliczyć możliwość gry w piłkę. Były bramki, było boisko (właściwie to wydeptana ziemia, na której trawa nie miała odwagi rosnąć), ale od paru lat już tych bramek nie ma. Nie ma też radosnych okrzyków „O kuu…!”, gdy padł lub nie padł gol. Rozgrywki miała tu też tzw. Żoliborska Liga Szóstek Piłkarskich, ale wraz ze zniknięciem bramek, wszelkie mecze straciły sens.

Tak było dawniej. Wydeptana ziemia i boisko. Czasem spokojne…

… a czasem wręcz przeciwnie. Zaciekłym rozgrywkom przygląda się tłumek gapiów, a jednocześnie pewnie też i fanów tych lokalnych rozgrywek.

Na szczęście do rzucania frisbee, jazdy na rowerze i biegania, bramki nie są potrzebne. Z kolei zimą, gdy spadnie śnieg, wzniesienia zamieniają się w stoki dla małych saneczkarzy. Miejsc zjazdowych jest kilka, strome i mniej strome, na zjazd 20 i 40 sekundowy. Z możliwością wpadnięcia do zamarzniętego stawu i z możliwością ominięcia go. Każdy znajdzie coś dla siebie. Zwłaszcza, że wraz ze spadkiem urodzeń i zastąpieniem rozrywek typu „sanki”, rozrywkami typu „komputer”, wolnego miejsce jest dużo więcej. Ale Żoliborskie „Górki” to nie tylko atrakcje sportowo-rekreacyjne. Co roku, 31 grudnia zbiera się tu niemała grupa osób, która punktualnie o północy (lub parę minut przed) odpala fajerwerki, ku uciesze mieszkańców okolicznych bloków. Jeśli akurat nie jest 31 grudnia lub jeśli nie macie ochoty na zabawę, to możecie w zadumie postać pod niedawno postawionym pomnikiem ku czci Tadeusza Kościuszki. Pomnik-kamień stoi tuż obok dwóch stawów, akurat tam, gdzie dzieci najczęściej zjeżdżały na sankach. Dzieci więc niech omijają to miejsce szerokim łukiem (ale nie zbyt szerokim, bo wylądują w stawie), jeśli nie chcą mieć połamanych nóżek lub rączek, a wszyscy pozostali odwiedzający niech cieszą się, że to pomnik związany z Kościuszką, bo mogło być … bardziej standardowo. Dwa lata temu, pewna radna z SLD (o dziwo!) podzieliła się pomysłem, nazwania terenu Górek imieniem Lecha Kaczyńskiego. Mówiła też o kamieniu, bądź pomniku upamiętniającym ofiary katastrofy. Zawsze też pozostaje wszędzie pasujący pomnik Jana Pawła II. Można mieć nadzieję, że Kościuszko na tyle zagęścił okolicę pomnikami, aby nic innego już tu nie stanęło.

Kamień poświęcony Tadeuszowi Kościuszce.

Ten sam kamień w nieco szerszym ujęciu. Na trawie widzimy rozkład jazdy tramwaju „33”. Umieszczono go tu oczywiście po to, by każdemu odwiedzającemu pomnik, ułatwić powrót do domu.

Górki można odwiedzać wiosną, latem i zimą. Jedynie na jesieni trzeba uważać, bo całość zamienia się w jedno wielkie błoto. W miejscu dawnego boiska tworzy się gigantyczna kałuża, która potem ma szansę stać się lodowiskiem. Oczywiście nie dla ludzi chcących pojeździć na łyżwach, tylko dla takich, którzy chcąc skorzystać ze skrótu, złamią sobie nogę.

Malownicze ścieżki prowadzące do… no właśnie, sami przekonajcie się gdzie prowadzą.

Malowniczych ścieżek ciąg dalszy.Nie do pomyślenia wydaje się fakt, że z tego miejsca do Pałacu Kultury jest tylko 4800 metrów.

Górki to nie tylko bogata fauna. Niebieskie kwiatki służą za przykład bogactwa flory na tym obszarze.

Dojechać tu możecie zarówno metrem, jak i tramwajem/autobusem. Ze stacji metra „Marymont” trzeba przejść przez malowniczy teren Sadów Żoliborskich, co samo w sobie jest nie lada atrakcją albo mniej malowniczą ulicą Włościańską. Z tramwaju/autobusu wysiąść na przystanku „Sady Żoliborskie” i pokonać nieco krótszy odcinek, również z możliwością zahaczenia o teren Sadów. Dla bardziej dociekliwych polecam wykorzystanie map google, Górki znajdziecie przy ulicy Braci Załuskich. Nie oszukujmy się jednak. Ten wciąż dziki teren, to atrakcja lokalna, a i używanie słowa „atrakcja” jest tu nadużyciem. Ale miło, że w czasach zabudowywania wszystkiego i wszystkim, takie tereny pozostają nietknięte.

Zainteresowanych, ale nie do końca przekonanych odsyłam do drugiej części wpisu.

Reklamy

15 Responses to Żoliborskie Górki, Górami też zwane

  1. chwastowisko says:

    Dzięki za ten tekst. I pomyśleć, że kiedyś byłam całkiem blisko… Ale w tym roku na pewno na Górki dotrę, już sobie zapisałam w kajeciku.
    A niebieskie kwiatki to cykoria podróżnik. :)

    • Dziękuję za rozpoznanie tego kwiatka. U mnie niestety znajomość roślin nieco kuleje ;). Odwiedzić Górki zawsze przyjemnie i nie zajmie to długo. Jeśli nie zwiedzać tempem ślimaka, to 10 minut wystarczy na obejrzenie wszystkiego.

      • chwastowisko says:

        Moje zwiedzanie nie jest takim zwykłym zwiedzaniem, tylko chwastowiskowym. ;) Jak się zatrzymam nad jakąś ciekawą kępką, może to zająć i pół godziny. Potem kolejna… i następna… A Górki pod tym względem wydają mi się baardzo ciekawe. :)
        Miejsce, w którym kiedyś byłam, a o którym wspomniałam wyżej, to bylo to:
        http://chwastowisko.wordpress.com/category/miejsca/park-olszyna/
        Naprawdę blisko, szczególnie gdy przeszlam kładką na drugą stronę. :)

        • Park Olszyna znam bardzo dobrze i może niedługo coś o nim też napiszę.
          A co do Górek, to chyba aż tylu kwiatków/chwastów interesujących tam nie ma. Ale może moje niewprawne oko się nie zna;)

        • chwastowisko says:

          Chwasty to drobiazg, głównie chodzi o robaczki. W takich nieco dzikich miejscach żyje ich mnóstwo, a jeśli jeszcze jest woda pod bokiem, to już w ogóle. I dlatego podobają mi się Górki. :)

        • Jak jest woda to są komary ;) Dawniej, gdy było bardziej krzaczasto i nie kosili trawy, to były chmary chrabąszczy, ale teraz to albo nie ma ich wcale albo jest tak mało, że nie widać.

        • chwastowisko says:

          Widziałam, że zaaabonowałeś wpisy na Chwastowisku, więc już powinieneś wiedzieć, że ja wszędzie znajduję masy wszelkich robaczków. ;) A na komary wystarczy się wysmarować tym czy owym i już.

        • Widziałem, widziałem. Jakby Ci mało było robaczków to w okolicznych blokach też można na ciekawe okazy się natknąć. Karaluchy, rybiki, a nawet mrówki faraona kiedyś były ;)

        • chwastowisko says:

          Rybiki mam swoje, a ładniejsze karaluchy spotyka się w naturze:
          http://chwastowisko.wordpress.com/2009/09/16/zadomka2/
          Mrówki faraona? Chętnie, takich jeszcze nie widziałam, no ale mówisz o nich w czasie przeszłym, więc… ;)

        • Zdjęcia ładne, ale to co na nich jest zbyt karaluchowate, by uznać za ładne;P
          http://chwastowisko.wordpress.com/category/mieszkancy/chrzaszcze/dorytomus/ <– ten jest dużo ładniejszy i ma fajną trąbkę;)
          Mrówek już ze 20 lat nie ma i mam nadzieję, że nie będzie;P

        • chwastowisko says:

          Poza domem jakoś w nich karaluchowatosci nie zauważam. ;)
          Tych dużo ładniejszych jest sporo, ale widzę, że specjalnie wyróżniłeś jednego z ryjków, to fajnie, bo też je lubię. :)
          A na Twoich Górkach byłam parę dni temu. Świetne miejsce – gdyby tak nieustannie nie kosili. :/ Ale i tak trochę ciekawych rzeczy tam znalazłam, na przykład wieeeelką pokrzywę zamieszkałą przez stado wojsiłek. I muszki-łopianówki, które są śliczne i w ogóle.

  2. Pietia says:

    Gwoli ścisłości fort „Buraków” to XIX wiek a nie XVIII.

  3. Anonim says:

    Piękne miejsce. Ciche, spokojne. Można zastanowić się nad prozą życia….zebrać myśli ODPOCZĄĆ….znaleźć kawałek „czystej” zieleni w mieście, Co niestety chyba niedługo się zmieni, bo Administracja planuje zagospodarowanie tego terenu na: parking, plac rekreacyjny itp. Co w naturze oznacza: hałas, harmider, niszczenie zieleni i naturalnej przyrody, oraz nieustającą generację słów na K….., Ch…….S………, nie tylko przez rozgrywających mecze, ale i naszych „rodzimych miłośników” spożywania alkoholu po chmurką. ;-)))

  4. Jacek Po says:

    Ja je widzę co dzień z okna. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: