Park im. Stefana Żeromskiego

Dziś przejdziemy się po parku im. Stefana Żeromskiego, który znajduje się na Żoliborzu. Niedawny remont sprawił, że wygląda jeszcze ładniej. Rozpadające się ściany fortu jaki znajduje się tutaj, zostały wyremontowane, uliczki posprzątane, trawa przystrzyżona, a całość ślicznie odnowiona. Oczywiście jak to w każdym miejscu publicznym w Polsce, nie mogło zabraknąć śladów działalności osób, których wstyd nazywać ludźmi, ale skoro nie można tego zmienić, to trzeba do tego przywyknąć (niestety).

Wejście od strony pl. Wilsona, czyli to główne.

Główne wejście (spojrzenie w stronę wyjścia). Oczywiście nie mogło zabraknąć częściowo zdrapanych wlepek i innych śmieci przyklejanych gdzie się da.

Nim przejdziemy przez bramę kilka faktów z życia parku. Powstał on w 1932 roku z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Żoliborza na terenie Fortu Siergieja Cytadeli Warszawskiej, dzięki czemu poza drzewami i trawą mamy tu również sporo zabudowań historycznych. Kształtem park przypomina trójkąt o bokach 300x300x400 metrów. Wydaje się to niewiele, ale te 6 ha powierzchni to w rzeczywistości całkiem sporo miejsca do pospacerowania, „porelaksowania się”, a gdy jest się dzieckiem to i pobawienia się na sporym placu zabaw.
Spacer zaczniemy od głównego wejścia, od strony pl. Wilsona. Jeśli przyjechaliście tu metrem, to musicie obejść cały plac, by wejść do parku.

Mnogość zieleni sprawia, że to miejsce ani trochę nie kojarzy nam się a miastem.

Dla tych, którzy uczuleni są na kolor zielony mam dobrą wiadomość… jest tu też trochę koloru czerwonego.

Fragment parku w szerszej perspektywie. Tu jest naprawdę ładnie. Nie kłamię. Przyjdźcie i sprawdźcie sami.

Tuż za bramą, poza ogromem zieleni wita nas fontanna z rzeźbą „Alina – dziewczyna z dzbanem” dłuta Henryka Kuny, pochodząca z 1938 roku, odrestaurowana w czasie remontu sprzed kilku lat. Jeśli jesteście zainteresowani twórczością tego artysty, to w parku Skaryszewskim znajdziecie jego inną rzeźbę – „Rytm”. Na ławkach, których w parku jest sporo, możecie w spokoju zjeść kanapkę czy kebaba z pobliskich „restauracji” takich jak Subway czy Amrit Kebab, a jeśli nie stać Was na jedzenie, to jeden z wielu okolicznych banków z pewnością da Wam kredyt ;-). Idąc na prawo od głównego wejścia, po drodze napotykamy pierwszy z pomniko-kamieni, poświęcony Jackowi Kuroniowi. Tuż za nim znajduje się spory plac zabaw dla dzieci, który jest zawsze pełen rozwrzeszczanych maluchów. Kawałek dalej znajdujemy romantyczny zakątek dla zakochanych, albo coś co miało nim być. Obok historycznego poidełka częściej niż zakochani, przesiadują babcie i matki z dziećmi, które wspomnianego poidełka używają jako blatu do przewijania niemowląt. Nie zrażając się takimi widokami ;-) idziemy dalej.

Fragment wału oraz porastające go iglaki.

Kamień poświęcony Jackowi Kuroniowi.

Mazanie po murach to jedno, ale po drzewach? To już jest chore. Jak ktoś jest taki mądry, to niech sobie po kanapce sprayuje!

Budka niewiadomego przeznaczenia. Otynkowane i pomalowane ściany mają magiczną moc przyciągania „ludzi” ze sprayem i markerem w dłoniach. Ludzi którzy nie potrafią zrobić w życiu nic innego, jak napisać niecenzuralne słowo na murze lub stworzyć swój koślawy podpis, przez nich samych nazywanych sztuką ;-)

Zabytkowe poidełko lubi towarzystwo matek z dziećmi, ale nie ma się czemu dziwić, w końcu to cichy i urokliwy zakątek.

Mijamy grilla, pana z watą cukrową, drugie wejście do parku… zaraz, zaraz… jak to „mijamy grilla”? Hmm… ciężko stwierdzić czyją grill był własnością, czy panów od waty cukrowej czy kogoś innego, ale przyrządzanie sobie kiełbasek w takim miejscu jest chyba… nie na miejscu ;-). Chociaż, może jego przeznaczenie było inne, jeśli coś o tym wiecie, dajcie znać ;-).

Spojrzenie na plac zabaw dla dzieci. Wszystko wyłożone miękką nawierzchnią, aż by się samemu chciało wejść i poskakać ;-)

Rozstawiony mały grill na pewno nie jest codziennym widokiem w tego typu parkach.

Jeśli macie szczęście to traficie np. na pana z watą cukrową. Jeśli nie macie szczęścia to nie traficie na niego.

W końcu dochodzimy do schodów. A schody kierują nas na górę wału skąd możemy popatrzeć w lewo i w prawo na zielone tereny parku. Możemy też usiąść tu i napić się piwa, jak robi to wcale nie niewielu młodych osobników, ale pamiętajcie, że jest to nielegalne, a straż miejska lubi sprawdzać te okolice często.

Schody – jedno z kilku wejść na górę wału. To jest najładniejsze.

Malowniczych miejsc ciąg dalszy. Dzicz z tego zdjęcia bardziej kojarzy się z bagnami Biebrzy lub puszczą Kampinoską.

Oczywiście nie mogło zabraknąć i tego skrótu. Czy tylko mi się wydaje, czy ktoś pomylił D z P i potem nieudolnie to poprawił?

Spojrzenie z góry w dół. Nie próbujcie skakać na główkę.

Teraz chwila przerwy w zwiedzaniu. Czy wiecie czemu jest tak, że ilekroć coś zostanie wyremontowane/odnowione to zaraz wraca do swojego poprzedniego stanu? Nie mam tu na myśli odpadających tynków, tylko te wszystkie syfne napisy, które znajdują się gdzie się tylko da. Dlaczego tuż przy parku dla dzieci ktoś rysuje penisa, na drzewie kilkanaście metrów dalej pojawia się napis „JP 100%”… „jestem pedałem 100%”? Czy tak rozwija się ten skrót? Cóż, nachalna jest ta propaganda homoseksualizmu ;-). Schody ładnie pokryte czerwoną „cegłą” od razu musi ozdobić napis „HWDP”. Nie można inaczej? Nie można się od tego powstrzymać? A gdyby to wasza matka tu leżała, to też byście jej napisali na twarzy „HWDP”? Tak, wiem, że autorzy tych sytnych napisów tego nie przeczytają, ale przyjemnie jest się z nich pośmiać.
Jeśli kogoś interesują drzewa, to napiszę, że rosną tu, między innymi, jodły kalifornijskie, jedlice sine, świerki srebrne i pospolite. Jak kogoś nie interesują drzewa, to może chociaż poszukać na nich wiewiórek, kilka na pewno tu mieszka. Kontynuujemy spacer.

Tym razem patrzymy z góry na niedawno odremontowane fragmenty XIX wiecznych fortyfikacji.

Po zejściu napotykamy kolejny z kamieni-pomników. Tym razem chodzi o odzyskanie niepodległości.

Górą docieramy do drugiego zejścia, które kieruje nas wprost na basztę artyleryjską z XIX wieku. Po drodze mijamy jeszcze dwa mniej i bardziej historyczne kamienie, związane z odzyskaniem niepodległości. Po obejściu zabudowań już prawie cały park mamy zwiedzony, także nie pozostaje nam nic innego, jak wybrać swoje ulubione miejsce i spędzić tam trochę wolnego czasu w otoczeniu przyjemnie kojącej zieleni i radośnie świdrującego uszy pisku dzieci.

Fortyfikacje i następny kamień. Również odzyskanie niepodległości, ale rocznica znacznie większa.

Malownicza ścieżka wzdłuż dawnych murów.

Tyły wału. Czasem można tu było spotkać grupkę ludzi grającą w boule, ale nie wiem czy ten sport jest tu wciąż uprawiany.

XIX wieczne mury tuż za trzecim wejściem do parku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: