O rozetach raz jeszcze…

Niedawno na blogu pojawił się wpis o „koronkowych rozetach”, które niejaka NeSpoon stworzyła, a które może nie jakoś nadzwyczajnie, ale zawsze chociaż trochę, upiększały szarą i brudną okolicę. Niestety rozety w swojej pierwotnej formie nie przetrwały nawet miesiąca. Mimo, że nie są wydziergane z koronki, tylko trwale namalowane na betonowym chodniku (a raczej ścianie, bo pochyłe to jest;-) i zdawałoby się trwalsze będą, to jednak ktoś, kto jest zapewne owocem miłości brata i siostry musiał dołożyć do nich swoje trzy grosze i zepsuć ten mały kawałek sztuki. A zepsuł w sposób najbardziej prostacki i kretyński, ale pewnie jedyny jaki znał. Efekty jego „pracy” możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.

Za bardzo nie wiem jak odczytać te koślawe znaki, ale wydaje mi się, że układają się w słowo „frajer”.

Czytaj dalej

Reklamy

Podsumowanie (część druga)

Kontynuując wątek podsumowujący, wracamy dziś na ulicę Marszałkowską, a konkretniej na jej fragment od pl. Zbawiciela do pl. Konstytucji. W małym zdjęciowym reportażu zobaczycie jak wygląda ona dziś i na własne oczy przekonacie się, jak fragment ulicy może przez dwa lata nie tylko się nie zmienić, ale z brzydkiego stać się jeszcze brzydszym.

Wpis sprzed dwóch lat znajdziecie tutaj: „Kolorowa Marszałkowska”

Okolica Royal Collection od 2010 roku niespecjalnie się zmieniła. Ściany jak były brudne tak brudne są i nikomu nie zależy by to zmienić.

Czytaj dalej