Ich trud i krew nie poszły na marne

Dziś tak dla odmiany nie będzie śmiesznie i ironicznie, chociaż od jakiegoś czasu raczej tak tu nie jest, a trochę bardziej poważnie i treściwie. Kilka dni temu miało miejsce odsłonięcie, powstającego od miesięcy muralu dotyczącego Armii Krajowej. Miejsce, w którym ów mural został namalowany nie zostało wybrane przypadkowo, bowiem w okolicy znajdują się inne punkty związane z historią Polski oraz Warszawy, a dotyczące m.in. Rzezi wołyńskiej lub wydarzeń z Powstania Warszawskiego. Innym nieprzypadkowym zbiegiem okoliczności jest fakt, że mural ten znajduje się na podejściach do kładki leżącej nad Aleją AK i łączącej Bielany z Żoliborzem.

Centralna część muralu od strony parku Harcerskiej Poczty Polowej Powstania Warszawskiego.

Centralna część muralu od strony parku Harcerskiej Poczty Polowej Powstania Warszawskiego.


Czytaj dalej

Reklamy

Znikający śmietnik

W planach ten wpis miał mieć zupełnie inną treść. Ale ktoś, być może MPO, być może ktoś inny odpowiedzialny za warszawskie śmietniki wszystko popsuł. „Ukradł” kosz na śmieci wraz ze śmieciami i przez to nie zobaczycie pięknej serii zdjęć i nie będzie tekstu o tym, jak to tygodniami śmietnik nie był opróżniany, aż w końcu śmieci go całkowicie zakryły, a ludzie zapomnieli o jego istnieniu.

Z kosza na śmieci nikt zawartości nie wybiera, a mimo to ludzie dokładają wciąż nowej i nowej. Tworzy to interesujący, kolorowy obrazek.

Z kosza na śmieci, nikt zawartości nie wybiera, a mimo to ludzie dokładają wciąż nowej i nowej. Tworzy to interesujący, kolorowy obrazek.

Gdybyśmy poszli do przodu, za horyzont, to dotarlibyśmy do stacji metra "Marymont". Po drodze jest jeszcze kilka koszy, gdzie śmieci można zostawić. Niekoniecznie trzeba to robić tutaj.

Gdybyśmy poszli do przodu, za horyzont, to dotarlibyśmy do stacji metra „Marymont”. Po drodze jest jeszcze kilka koszy, gdzie śmieci można zostawić. Niekoniecznie trzeba to robić tutaj.

W drugą stronę też miejsce na wyrzucenie śmieci się znajdzie. Ale pewnie pod murem lepiej, bo nikt nie widzi.

W drugą stronę też miejsce na wyrzucenie śmieci się znajdzie. Ale pewnie pod murem lepiej, bo nikt nie widzi.

Można i na murze coś zostawić. Butelka jedna czy dwie, wizerunku zaśmieconej okolicy nie zmieni. Chyba;)

Można i na murze coś zostawić. Butelka jedna czy dwie, wizerunku zaśmieconej okolicy nie zmieni. Chyba;)

Czytaj dalej

Nie zgub oczu, gdy na stację metra „Marymont” idziesz.

Mamy w Warszawie metro. Całą jedną linię. Dobrze, że nie dwie albo trzy (nie wspominając już o dwunastu), bo wtedy, to byłby dopiero kłopot. Dygresja mała. Właśnie teraz miała być zakończona budowa centralnego odcinka drugiej linii metra, ale jak wiemy nie będzie. Może za rok się uda. Ktoś temu zawinił? Ktoś za to odpowiada? Gdzie tam! Tak jak powodzie w kraju są winą bobrów, tak opóźnienia w budowie są winą niewybuchów, nieistniejących na planach rur, no i kurzawki. Ale nigdy człowieka. Zwłaszcza konkretnego człowieka. Wszyscy przecież wiemy, że w mieście dotkniętym wojną, (co prawda dziesiątki lat temu, ale zawsze), pod ziemią będą bomby i pociski, ale, po co ujmować to (i tak nierealnym) planie budowy? Na warunki pogodowe i cieki wodne zalewające budowę, człowiek nie ma wpływu i nawet Świątynia Opatrzności nie pomoże. A skoro biorą w tym udział tak potężne siły natury, to, co może jeden, pojedynczy człowiek? On tylko może wygrać wybory, zostać prezesem spółki, wziąć wypłatę albo dziesięć (oczywiście za jeden miesiąc), a potem wypłacić sobie i kolegom nagrody, za to, że wszystko przebiegło zgodnie z planem (poprawionym pięć razy). Koniec dygresji.

Mamy tę jedną linię i nawet miastu nie chce się zadbać o ładne dojście do niej. Wybierzemy się teraz na mały spacer małokrajobrazowy i obejrzymy przejście podziemne prowadzące do stacji metra Marymont (ale również do tramwajów i na drugą stronę ulicy).

Przypuśćmy, że wysiedliśmy z tramwaju numer 17 w celu przejścia do metra. Na zasyfiony przystanek nie zwracamy uwagi. Tyle ich mamy w mieście, że traktujemy taki stan rzeczy jak całkowicie normalny.

Przypuśćmy, że wysiedliśmy z tramwaju numer 17 w celu przejścia do metra. Na zasyfiony przystanek nie zwracamy uwagi. Tyle ich mamy w mieście, że traktujemy taki stan rzeczy jak całkowicie normalny.

Wejście do przejścia, które prowadzi do metra, wita nas połamaną tablicą i ścianami z hieroglifami i pismem Majów. Albo brudasów bez poszanowania cudzej własności. Raczej to drugie.

Wejście do przejścia, które prowadzi do metra, wita nas połamaną tablicą i ścianami z hieroglifami i pismem Majów. Albo brudasów bez poszanowania cudzej własności. Raczej to drugie.

Czytaj dalej

O rozetach raz jeszcze…

Niedawno na blogu pojawił się wpis o „koronkowych rozetach”, które niejaka NeSpoon stworzyła, a które może nie jakoś nadzwyczajnie, ale zawsze chociaż trochę, upiększały szarą i brudną okolicę. Niestety rozety w swojej pierwotnej formie nie przetrwały nawet miesiąca. Mimo, że nie są wydziergane z koronki, tylko trwale namalowane na betonowym chodniku (a raczej ścianie, bo pochyłe to jest;-) i zdawałoby się trwalsze będą, to jednak ktoś, kto jest zapewne owocem miłości brata i siostry musiał dołożyć do nich swoje trzy grosze i zepsuć ten mały kawałek sztuki. A zepsuł w sposób najbardziej prostacki i kretyński, ale pewnie jedyny jaki znał. Efekty jego „pracy” możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.

Za bardzo nie wiem jak odczytać te koślawe znaki, ale wydaje mi się, że układają się w słowo „frajer”.

Czytaj dalej

Park im. Stefana Żeromskiego

Dziś przejdziemy się po parku im. Stefana Żeromskiego, który znajduje się na Żoliborzu. Niedawny remont sprawił, że wygląda jeszcze ładniej. Rozpadające się ściany fortu jaki znajduje się tutaj, zostały wyremontowane, uliczki posprzątane, trawa przystrzyżona, a całość ślicznie odnowiona. Oczywiście jak to w każdym miejscu publicznym w Polsce, nie mogło zabraknąć śladów działalności osób, których wstyd nazywać ludźmi, ale skoro nie można tego zmienić, to trzeba do tego przywyknąć (niestety).

Wejście od strony pl. Wilsona, czyli to główne.

Główne wejście (spojrzenie w stronę wyjścia). Oczywiście nie mogło zabraknąć częściowo zdrapanych wlepek i innych śmieci przyklejanych gdzie się da.

Czytaj dalej

Rozety

W miejscu gdzie ulica Broniewskiego przecina trasę Armii Krajowej (a konkretniej, przebiega pod nią), a Bielany łączą z Żoliborzem, pojawiło się coś, czego nie było tu do tej pory. Nie, nie był to krzyż, ani statek obcych, czy porzucone niemowlę. Była to rzecz dużo bardziej przyziemna, a jednocześnie pokazująca, że jak się chce, to niewielkim kosztem można zrobić coś ładnego.

Jedna z namalowanych rozet. Dzięki takim rzeczom szarość i „brudność” okolicy jest nieco mniejsza.

Czytaj dalej

Żoliborsko-bielańska jaskinia

Nie wiem czy wiecie, ale w miejscu gdzie Żoliborz płynnym ruchem przechodzi w Bielany (przy trasie AK), znajduje się piękny okaz miejskiej jaskini. Ok, może nie jest to do końca jaskinia, bo jednak wejść ma wiele, pod ziemią się nie znajduje, ale przeciągi w niej panują jak w prawdziwej jaskini. Mało tego! Z góry zwisają przepiękne stalaktyty! Niestety obserwacja może być nieco utrudniona, bowiem czasem kawałek sufitu urywa się i spada na niewinnego obserwatora. Na szczęście jest to rzadkie zjawisko. Dużo częstszym jest kapiąca woda, która kapie nawet gdy nie pada. Miejscem, które sobie do kapania upodobała najbardziej są chodniki, które w to osobliwe miejsce prowadzą. Nie muszę dodawać, jak przyjemnym jest moment uderzenia w środek głowy takiej kropli, która spłynęła prosto z ulicy, zbierając ze sobą resztki pyłów i smarów.

Jeśli lubicie podziwiać tandetne pseudo graffiti, to jest to miejsce dla Was.

W miejscach gdzie dociera słońce, nieśmiało wyrasta trawa, dodając nieco zielonego koloru w tym morzu szarości.

Czytaj dalej