Zakończenie i nowy początek

Przez osiem lat działalności na blogu pojawiało się wiele wpisów różnej jakości: ciekawsze, mniej ciekawe i przeciekawe. Część miała charakter wyłącznie informacyjny, inne dokumentacyjno-fotograficzny, ale najwięcej było wpisów ironicznych. Jak jednak pewnie wielu z czytelników zdążyło zauważyć, częstość dodawania nowych wpisów była w całym okresie mocno zróżnicowana, a w ostatnich latach ograniczała się do zaledwie kilku na rok. Taką drogą daleko się jednak nie zajdzie. Nowe podejście wymaga pewnych zmian. Największą z nich jest przeniesienie bloga na własną domenę (PieknaWarszawa.pl). Wszystkie stare treści zostaną tutaj, jednak nowe teksty i zdjęcia dodawane będą wyłącznie na nowym blogu oraz na Facebooku i innych serwisach (m.in. Instagram). Zmianie ulegnie także forma prezentowanych zagadnień. Mniej będzie tych o charakterze wyłącznie informacyjnym (nadchodzące wydarzenia itp.), a znacznie więcej w postaci krótkich opowiadań oraz tekstów ironicznych (wspieranych materiałem zdjęciowym). Czasem pojawią się też teksty badawcze lub przybliżające pewne istotne dla mieszkańców miasta kwestie. Wszystkim osobom, które zaglądały tu przez ostatnie lata dziękuję i zapraszam na nową odsłonę Pięknej Warszawy!

Reklamy

Ich trud i krew nie poszły na marne

Dziś tak dla odmiany nie będzie śmiesznie i ironicznie, chociaż od jakiegoś czasu raczej tak tu nie jest, a trochę bardziej poważnie i treściwie. Kilka dni temu miało miejsce odsłonięcie, powstającego od miesięcy muralu dotyczącego Armii Krajowej. Miejsce, w którym ów mural został namalowany nie zostało wybrane przypadkowo, bowiem w okolicy znajdują się inne punkty związane z historią Polski oraz Warszawy, a dotyczące m.in. Rzezi wołyńskiej lub wydarzeń z Powstania Warszawskiego. Innym nieprzypadkowym zbiegiem okoliczności jest fakt, że mural ten znajduje się na podejściach do kładki leżącej nad Aleją AK i łączącej Bielany z Żoliborzem.

Centralna część muralu od strony parku Harcerskiej Poczty Polowej Powstania Warszawskiego.

Centralna część muralu od strony parku Harcerskiej Poczty Polowej Powstania Warszawskiego.


Czytaj dalej

Do teatru? Po co?

Tytułowe pytania zadał już ponad trzydzieści lat temu Stanisław Paluch, jednak jego aktualność wciąż jest taka sama. Po co chodzić do teatru, gdy można nie chodzić? Wygodniej przed telewizorem relaksować się oglądaniem podobno znanych ludzi skaczących do wody. Pożywka dla mózgu tak samo sycąca jak szklanka coli dla żołądka. A potem przychodzi płacz, że nie wiem, że nie umiem, że nie rozumiem. Świat mnie przerósł. Albo nawet nie przychodzi myśl żadna, bo żeby przyszła, potrzeba odrobiony zastanowienia się i refleksji, a ta jest mało możliwa, gdy już mózg w rozrywkowej coli utopiliśmy.

Istotną rolę pralki w życiu par poruszała także pewna scena z filmu "Plac Zbawiciela". Temat jednak nie jest do końca zbadany, jednak można przypuszczać, że związki bez pralek byłyby znacznie krótsze.

Istotną rolę pralki w życiu par poruszała także pewna scena z filmu „Plac Zbawiciela”. Temat jednak nie jest do końca zbadany, jednak można przypuszczać, że związki bez pralek byłyby znacznie krótsze.

Czytaj dalej

Zombie Walk 2015

Ostatnia sobota czerwca była w Warszawie dniem pełnym wydarzeń. Jeśli ktoś jest miłośnikiem wojskowych orkiestr mógł znaleźć coś dla siebie. Jeśli ktoś chciał pooglądać długonogie modelki też poczułby się zadowolony. A jeśli ktoś jest fanem kolorów mógł wybrać się na „Color Run” i imprezy towarzyszące, lub w bardziej ekstremalnej wersji, nałożyć na siebie krwistą farbę i jęcząc przejść przez miasto.

Sporo ludzi wybrało ostatnią opcję i z różnorodnych powodów przebrało się za żywe trupy, aby przemaszerować przez centrum stolicy. Trzeba przyznać, że niektórzy włożyli sporo wysiłku by na chwilę przeistoczyć się w zombie, co zobaczycie na poniższych fotografiach. Miłego oglądania (i nie bójcie się, zombie już sobie poszły).

Zombie wykazały się także zorganizowaniem, karnie podążając za przewodnikami. Prawdziwa krytyka konsumpcjonizmu.

Zombie wykazały się także zorganizowaniem, karnie podążając za przewodnikami.
Prawdziwa krytyka konsumpcjonizmu.

Czytaj dalej

Osiedlowa klaustrofobia

Są takie blogi, o których myślimy, że już umarły, a one tuż przed końcem roku ożywają. Są takie bloki, o których myślimy – „nie, tu nie zamieszkam”, a jednak ludzie tam mieszkają. I wcale nie mam tu na myśli spalonych klatek, szybów bez wind i butelek wódki na wycieraczce. Czasem po prostu jest tak, że patrząc przez okno ma się dosyć. Ale dlaczego? Przecież na dole są drzewa. Zielone na dodatek! Odpowiedzi dlaczego można poszukać na poniższych trzech zdjęciach.

Policz ile jest okien po lewej stronie. Policz ile jest okien po prawej stronie. Policz okna na przeciwko. Codziennie. Przez 10 lat. Skocz na główkę. Uwolnij się. Nie skacz. Wyprowadź się.

Policz ile jest okien po lewej stronie. Policz ile jest okien po prawej stronie. Policz okna na przeciwko. Codziennie. Przez 10 lat. Skocz na główkę. Uwolnij się.
Nie skacz. Wyprowadź się.

Czytaj dalej

Nie zgub oczu, gdy na stację metra „Marymont” idziesz.

Mamy w Warszawie metro. Całą jedną linię. Dobrze, że nie dwie albo trzy (nie wspominając już o dwunastu), bo wtedy, to byłby dopiero kłopot. Dygresja mała. Właśnie teraz miała być zakończona budowa centralnego odcinka drugiej linii metra, ale jak wiemy nie będzie. Może za rok się uda. Ktoś temu zawinił? Ktoś za to odpowiada? Gdzie tam! Tak jak powodzie w kraju są winą bobrów, tak opóźnienia w budowie są winą niewybuchów, nieistniejących na planach rur, no i kurzawki. Ale nigdy człowieka. Zwłaszcza konkretnego człowieka. Wszyscy przecież wiemy, że w mieście dotkniętym wojną, (co prawda dziesiątki lat temu, ale zawsze), pod ziemią będą bomby i pociski, ale, po co ujmować to (i tak nierealnym) planie budowy? Na warunki pogodowe i cieki wodne zalewające budowę, człowiek nie ma wpływu i nawet Świątynia Opatrzności nie pomoże. A skoro biorą w tym udział tak potężne siły natury, to, co może jeden, pojedynczy człowiek? On tylko może wygrać wybory, zostać prezesem spółki, wziąć wypłatę albo dziesięć (oczywiście za jeden miesiąc), a potem wypłacić sobie i kolegom nagrody, za to, że wszystko przebiegło zgodnie z planem (poprawionym pięć razy). Koniec dygresji.

Mamy tę jedną linię i nawet miastu nie chce się zadbać o ładne dojście do niej. Wybierzemy się teraz na mały spacer małokrajobrazowy i obejrzymy przejście podziemne prowadzące do stacji metra Marymont (ale również do tramwajów i na drugą stronę ulicy).

Przypuśćmy, że wysiedliśmy z tramwaju numer 17 w celu przejścia do metra. Na zasyfiony przystanek nie zwracamy uwagi. Tyle ich mamy w mieście, że traktujemy taki stan rzeczy jak całkowicie normalny.

Przypuśćmy, że wysiedliśmy z tramwaju numer 17 w celu przejścia do metra. Na zasyfiony przystanek nie zwracamy uwagi. Tyle ich mamy w mieście, że traktujemy taki stan rzeczy jak całkowicie normalny.

Wejście do przejścia, które prowadzi do metra, wita nas połamaną tablicą i ścianami z hieroglifami i pismem Majów. Albo brudasów bez poszanowania cudzej własności. Raczej to drugie.

Wejście do przejścia, które prowadzi do metra, wita nas połamaną tablicą i ścianami z hieroglifami i pismem Majów. Albo brudasów bez poszanowania cudzej własności. Raczej to drugie.

Czytaj dalej

Jarmark Bożonarodzeniowy na Starym Mieście

W momencie gdy piszę te słowa, Bożonarodzeniowy Jarmark powoli zamyka się, ale jeśli czytacie to przed 20:00 (dziś, nie jutro czy innego dnia, a dziś oznacza w tym wypadku 6. stycznia), to macie jeszcze szansę na kupienie czegoś pamiątkowego lub spróbowanie jakiejś polskiej lub zagranicznej przekąski.

Rynek Starego Miasta z Jarmarkiem Bożonarodzeniowym. Jeśli gdzieś nie stoją ludzie, to tylko dlatego, że albo była tam wielka kałuża albo kupa... śniegu oczywiście.

Rynek Starego Miasta z Jarmarkiem Bożonarodzeniowym. Jeśli gdzieś nie stoją ludzie, to tylko dlatego, że albo była tam wielka kałuża albo kupa… śniegu oczywiście.

Czytaj dalej